Ostatnia spowiedź - Nina Reichter

10:40:00


A żyć możesz tylko dzięki temu,
za co mógłbyś umrzeć

Długo zastanawiałam się czy publikować moją opinię na temat Ostatniej spowiedzi Niny Reichter. Naczytałam się wielu pozytywnych opinii, niektórzy wręcz wychwalali tę powieść pod niebiosa. Dlatego, kiedy po nią sięgnęłam, zdziwiłam się, że nie podzielam zdania tych wszystkich osób. Cóż, nie pierwszy i nie ostatni raz mam kontrowersyjną opinię na temat uwielbianej książki, muszę to wziąć na klatę!


Tytuł: Ostatnia spowiedź

Autor: Nina Reichter

Wydawnictwo: Novae Res

Ilość stron: 380


Ostatnia spowiedź była najpierw publikowana jako fan fiction na temat Tokio Hotel.



Sięgając po tę książkę nie miałam o tym pojęcia, dlatego wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy coraz więcej elementów przypominało mi historię tego zespołu z Niemiec (których kiedyś byłam fanką, przyznaję się...). Na początku byłam nawet oburzona, że autorka "zgapiła" życie Billa i Toma oraz stworzyła na jego podstawie swoją fabułę. Jednak potem uświadomiono mi, że to faktycznie jest o bliźniakach Kaulitz! I w tym momencie nie wiedziałam czy to lepiej, czy gorzej. Nie mam pojęcia dlaczego wydawcy nagle zdecydowali się publikować fan fiction, w tym "50 twarzy Greya", "After" itd., nie przeczę, że są to, cóż, ciekawe historie, ale wydaje mi się, że nie jest to najlepszym pomysłem, bo te powieści najczęściej są wątpliwej jakości. Patrząc na Ostatnią spowiedź tylko utwierdzam się w tym przekonaniu. Uważam, że jako fan fiction ta historia byłaby nawet dobra, jest ciekawa fabuła, trzyma w napięciu, ale nie mogę tak samo oceniać czegoś opublikowanego w internecie za darmo i czegoś, co przeszło korektę, redakcję i weryfikację, za co autorka dostała wynagrodzenie. Dlatego też miejcie to na uwadze czytając moją recenzję, nie mogę tej książce dać dobrej oceny, dlatego, że czytając tę książkę miałam wrażenie, iż wydawca stwierdził, że skoro taka historia stała się "fenomenem internetu", to nie trzeba już jej weryfikować tylko "wydawać jak leci". Ta książka jest tak pełna absurdów, źle wyrysowanych postaci, że nie wiem jak przez to przebrnęłam, ale możecie być pewni, że co chwilę w myślach przeklinałam autorkę, że muszę to czytać.

Może zacznijmy omawianie tej powieści od tego o czym ona jest. Jak już wcześniej wspominałam mamy tutaj zespół z Niemiec, którego wokalistą jest Bradin Rothfeld. Bradin jest jedyny w swoim rodzaju, ma czarne długie włosy, ciemne hipnotyzujące oczy, jego twarz i figura są trochę kobiece, ale to sprawia, że jest jeszcze bardziej pociągający. Jego głos jest ciepły i zmysłowy, czym porywa tysiące dziewcząt na całym świecie. Wszyscy go kochają, wszyscy chcą go mieć na własność, zmęczony konsekwencjami swojej sławy, przerywa promocję swojego zespołu w Stanach i postanawia zrobić sobie krótkie wakacje w swoim rodzinnym domu w Zwickau. Z powodu opóźnień skazany jest na całonocne czekanie na lotnisku w Ostrawie na przesiadkę, gdzie poznaje Amerykankę, która nie ma pojęcia kim on jest. Ta dziewczyna to Ally Hanningan, która również noc musi spędzić na lotnisku, aby dostać się do Francji. Wspólnie umilają sobie ten czas oczekiwania rozmową, Bradin jest zafascynowany dziewczyną, jednak ta wyznaje mu, że już jest zajęta, dlatego też postanawiają pozostać przyjaciółmi. Bradin nie może wyrzucić jej z pamięci, dlatego robi wszystko, by ta jednak złamała swoje postanowienie i zechciała się z nim związać. Na ich drodze stoi wiele przeciwności: rodzice i chłopak Ally, zespół Bradina, a nawet ich fanki. Sama fabuła wydaje się ciekawa, jednakże bohaterowie tej powieści wszystko wyolbrzymiają do rozmiarów tragedii. Momentami czułam się jakbym oglądała telenowelę brazylijską. 

Bohaterowie są dość ciekawi, każdy  z nich ma swoje cechy charakterystyczne. Najwięcej głębi miała Ally, ale to nie sprawiało, że czytelnik zaczął pałać do niej sympatią.


Bradin/Brade to ten romantyczny, wrażliwy i pragnący miłości chłopak. Walczy o Ally pomimo to, że ta ciągle go odtrąca wymyślając coraz to nowe powody. Jest czuły i wspaniałomyślny, jego jedyną wadą jest to, że stawia przypadkową dziewczynę wyżej od zobowiązań względem swojego zespołu, np.: mają zaplanowany koncert w Berlinie następnego dnia, ale Brade po kłótni z Ally, wsiada w samochód i jedzie ponad 7 godzin do niej do Francji, żeby to wyjaśnić, przez co ledwie na niego zdąża na swój występ.

Ally jest w tej książce najgorsza. Zupełnie nie rozumiem jej postaci. Rodzice pozwolili jej mieszkać przez 3 lata samej w Stanach Zjednoczonych, nie mając nad nią żadnej kontroli, ale w momencie, gdy kończy szkołę i ma iść na studia, jej matka nagle stwierdza, że ma prawo decydować o całym życiu swojej córki, wybiera jej kierunek studiów, uczelnię, a nawet chłopaka, Chrisa Hameswortha. Ally zgadza się na wszystko bez zająknięcia. Co więcej, nie kocha Chrisa, a mówiąc dokładnie, nienawidzi go, nie chce z nim być, brzydzi się jego dotykiem, a więc po co z nim jest? A dlatego, że "mamusia kazała", bo inaczej przestanie jej płacić za mieszkanie. Tak jakby Ally nie była na tyle dorosła, że może na siebie sama zarabiać... I właśnie ta postawa Ally "nie chcem, ale muszem" to jest największa przeszkoda, którą Bradin musi pokonać.


Jego brat Tom jest typowym playboyem, nie wierzy w miłość, nie ufa nikomu, dla niego każda dziewczyna to dmuchana lala, którą bierze do łóżka i po stosunku z niego wyrzuca. Gdy poznaje Ally, jest jej przeciwny, uważa, że to tylko kolejna fanka, która chce wykorzystać Bradina. Jednakże, po jakimś czasie, Ally zdobywa również jego uznanie i nagle Tom bierze sobie za punkt honoru jej podrywanie. Tak proszę państwa, mamy tak długo wyczekiwany trójkąt miłosny! (jakby tego było mało...)
Reszta zespołu to dwaj żartownisie, nic więcej o nich powiedzieć nie można, bo autorka nie postarała się ich szerzej przedstawić.

Co do fabuły to muszę przyznać, że jest pełna absurdów. Niejednokrotnie chwytałam się za głowę i musiałam sobie powtarzać, że "to jest tylko fikcja". Przykładem może być wspomniana już scena tej podróży Bradina do Francji, żeby ugłaskać Ally. We Francji pada, Bradin moknie, wsiada z powrotem do samochodu i wraca do Berlina, chce zachować swoją podróż w tajemnicy, jednak wszystko wydaje się, gdy menedżer zespołu zauważa, że Bradin jest cały mokry! (str. 156) Po 7 godzinach w samochodzie ten biedny chłopak nie zdążył wyschnąć... Takich sytuacji jest jeszcze więcej, ale nie wiem czy mam siłę je wszystkie wymieniać.

Plusem jest to, że książkę czyta się naprawdę szybko i mimo wszystko wciąga. Akcja prze do przodu, co chwilę para naszych zakochanych musi zmierzyć się z nowym problemem (najczęściej wyssanym z palca Ally...), zakończenie jak dla mnie może i było szokujące, ale cóż, bardziej szokująco głupie (w tej scenie jest kolejny z absurdów tej książki).

Autorka nie ma złego stylu pisania, ale myślę, że niektóre z dialogów są trochę tandetne:

"(...) - Masz swój jeden dzień, Bradin. Powiedziałam, że wszystko jest możliwe. I jest... dzisiaj możemy być razem... 
- Nie chcę! (...) Bo nie chcę cię na jeden dzień, Ally! Nie rozumiesz tego?!- (...)
- A ja nie chcę pamiętać, jak bardzo byłam z tobą szczęśliwa, kiedy ktoś wreszcie mi cię odbierze!
(...)
Opierając się na jednej nadgarstku i pochylając tuż nas nią, ujął jej drobną dłoń i przyłożył do swojej piersi. jego szalejące serce było chyba najlepszym dowodem. 
- Czujesz to?- (...) NASZ jeden dzień będzie trwał zawsze, dopóki ono bije dla ciebie..." (279-281)
"Pytasz, dlaczego płaczę? Nie pytaj. Popatrz w moje oczy. A jeśli zobaczysz tam siebie, po prostu odejdź."

Styl Niny Reichter jest niepotrzebnie patetyczny i wzniosły, sili się na artyzm, szczególnie w tytułach rozdziałów i takich cytatach, które zamieszcza przy niektórych z rozdziałów, np.:
"Odwaga jest chwilą, ulotnym momentem i błogim zatraceniem w nadziei, że ktoś choćby przez sekundę spojrzy naszymi oczami i zobaczy ten sam obraz. Odwaga jest melodią, która pobrzmiewa w twojej głowie za każdym razem inaczej, choć tak samo mocno i wyraziście. Odwaga to siła, której musisz się poddać, gdy przyjdzie, i za którą płacisz gdy twoje ulotne wrażenia dogoni ciemna płachta tak realnie otaczającej rzeczywistości. Odwaga jest demonem, który ukazuje słabość i niczym więcej, jak głośnym wołaniem pomocy! Odwaga jest słowem, którego definicja jest tak bardzo nieadekwatna do ukrytego wewnątrz majestatu." 
W większej mierze Nina Reichter używa prostych słów, dlatego nie rozumiem tych nagłych zmian stylistyki z "doniosłego" na "codzienny"...

Nie podoba mi się także to, że autorka nie jest konsekwentna. Niekiedy w pierwszym paragrafie rozdziału wkleja takie "filozoficzne" wstawki, a w niektórych przechodzi od razu do akcji. 
Tytuły rozdziałów również są dość ciekawe:

2. Po ciemnej stronie świateł nocy
16. Uwierz, że nasza miłość jest bezkresna. Jak ocean i jak błękit twoich oczu. 
18. Kim jestem, żebyś mnie pokochał?
21. Jestem wszystkim, czym ty jesteś



Co więcej, autorka często w ważnych momentach podaje nam nazwy piosenek, które "pasują" do tego, co dzieje się w książce. To jest typowe do fan fiction, i tam powinno było to pozostać.

Formatowanie tekstu także zostawia wiele do życzenia. Narratorów jest wielu, autorka opowiada akcje z punktu widzenia tej osoby, która jej właśnie pasuje, jednak nijak tego nie zaznacza w tekście, oczywiście, jeżeli są długie fragmenty o Bradinie, a potem o Ally, to jest wstawione rozdzielenie, ale kiedy nagle zmienia nam się na chwilę narrator, nic nas o tym nie powiadamia, co tylko powoduje zamieszanie. 

Uważam, że tę  powieść spartaczyło wydawnictwo. Oczekuję od wydanej powieści poprawnego tłumaczenia, brak błędów logicznych, stylistycznych, ortograficznych oraz poprawnego formatowania. Jednak po tej lekturze mogę powiedzieć, że zajęli się tym osoby, które sądzą, że przy wydawaniu fan fiction wystarczy tylko zamienić nazwy charakterystyczne i voila! Powieść gotowa. A niestety tak nie jest. 

Ta książka ma z pewnością swoje pozytywy. Myślę, że jako fan fiction zasłużenie zdobyło swoją sławę, jednakże od wydanej powieści trzeba wymagać o wiele więcej. Nie mogłam przestać wyobrażać sobie członków zespołu Tokio Hotel podczas lektury, co tylko mi przeszkadzało. 

Widzę dlaczego ta książka zdobyła sławę, jako nastolatka i fanka Tokio Hotel z pewnością zaczytywałabym się w tej historii i przyznaję, że w przeszłości uwielbiałam czytać tego typu rzeczy, jednak teraz nie sprawiło mi to przyjemności. Istnieje wiele lepszych opowiadań, które nie nigdy nie zostały wydane.  Myślę, że gdyby trochę popracować nad główną bohaterką, uniknąć tych błędów logicznych, które występują w fabule, a także trochę przystopować z tym melodramatem, to ta książka byłaby naprawdę dobra. Jednak ja nie lubię kiedy główna bohaterka jest ciągle rozpaczającą nad swoją trudną dolą ciapą. 

Ciekawym aspektem tej powieści jest z pewnością opis konsekwencji sławy. Członkowie zespołu muszą zmierzyć się ze wszystkimi ciemnymi stronami bycia pożądanymi, nie są już panami swojego życia, wszystko jest podyktowane przez wytwórnie, aby wywołać jeszcze większy szał psychofanek.




Nie będę dawać tej książce oceny, zauważam, co może podobać się w tej pozycji, jednakże mi samej po prostu nie przypadła do gustu. Może nie jestem po prostu na tyle romantyczna? Nie lubię właśnie, kiedy faceci to takie ciepłe kluchy. Pewnie gdyby książka była o Tomie to rozpływałabym się w zachwytach, jednak Bill zawsze był dla mnie za "damski", w opowiadaniach zawsze był opisywany jako ten "wrażliwy i romantyczny", dlatego też nigdy nie przypadła mi jego postać do gustu.

Patrząc na dobre oceny na lubimyczytac.pl więcej osób chwali tę książkę, a ja jestem w mniejszości, dlatego może nie przejmujcie się moim marudzeniem, przymknijcie oko na te wszystkie abstrakcje i sami przekonajcie się, czy Wam się spodoba? 

Jest jeszcze ktoś kto uważa, że Tom byłby lepszym głównym bohaterem? :D *team Tom* 

....  





You Might Also Like

1 komentarze

  1. Obiecałam, to nawet dotrzymałam tego słowa!
    Wróciłam do OS I. Zaczęłam go czytać, przenosząc się na moment w czasie. Czytałam tę powieść niedługo po wydaniu (nawet widać to po moim egzemplarzu, ponieważ nie mam na początku jakieś koloru, lecz zwykłe szare kartki), czyli tak w 2012 roku, tj. 4 lata temu, kiedy miałam 16 lat i przeżywałam największe BUM! na literackie romanse młodzieżowe w życiu. Czemu to mówię? Otóż staram się jakoś sama sobie wytłumaczyć, jak mogłam nie dostrzec tak wielu rażących głupot w tej powieści?!

    Na pierwszy ogień MUSI pójść Ally, która od początku tak mnie denerwowała swoim podejściem, że hej! No co za głupia dziewczyna! Nic jej nie potrafiłam zrozumieć. Zaczynając od słuchania matki (no klękajcie narody! ja to bym po prostu pracę sobie znalazłam - bym miała pewnie na to czas, skoro nawet tego prawa nie chcę studiować -,-...), po tego cholernego Christa (chociażby dla samego szacunku do siebie należało z nim zerwać...), kończąc na Bradinie. No kurde, ten chłopak jest tak idealny, że tym razem nie szło go polubić. On jest ZA dobry, Za kochany, po prostu wszystko Za Za Za! No ludzie no! Tom jest spoko - ja do niego nic nie mam, bo chociaż ten chłopak MA JAKIEŚ WADY!

    I wgl... to wszystko takie nieoszczędne było. Ktoś do Ciebie dzwoni z innego kraju, nie wiem jaki tam mają Roaming, ale sądząc po tym, ile gadali, to spokojnie można by zaoszczędzić na pierwszy samodzielny czynsz za to mieszkanie. Ranyyy...

    Ty przetrwałaś całą książkę? Ja zrobiłam sobie przerwę po wspomnianych kroplach deszczu po 7-godzinnej jeździe samochodem... I teraz muszę odetchnąć, bo wiem, jak to się wszystko skończy i wiem, jakie jeszcze głupie historie wymyśli na przekór tej parze autorka.

    Mnie akurat język i styl Reichter się podoba. No, może czasami niepotrzebnie prawi mądrościami (normalni ludzie aż tak często metaforami nie rzucają z rękawa), ale ogólnie przez tę powieść się płynie :D

    To co? Za jakiś czas ruszamy po II tom? :D

    OdpowiedzUsuń